Sens modyfikacji sprzętu audio

Ocena użytkowników:  / 4
SłabyŚwietny 

modyfikacjeCzy jest sens ingerować w konstrukcje gotowych wyrobów: wzmacniaczy, źródeł, kolumn głośnikowych, jeśli te wyroby spełniają założone (w projektach) kryteria jakości?

Odpowiedź na tak postawione pytanie jest na tyle uzasadniona, na ile pytający potrafi sam sobie odpowiedzieć - czy posiadany sprzęt spełnia jego wszystkie oczekiwania... Mój osobisty pogląd na tę kwestię jest jednoznaczny: "Zawsze (o ile pozwala na to wiedza, umiejętności i doświadczenie) jest sens wprowadzenia pewnych zmian konstrukcyjnych, jeśli w ich wyniku poprawią się nasze odczucia co do jakości reprodukcji muzycznych"

Wszyscy doskonale wiemy, że nie istnieją produkty audio bez wad. Nawet te najbardziej wyrafinowane (widokowo i opisowo) - posiadają liczne niedoskonałości jako następstwo ograniczania budżetu na rozwój projektu wraz z jego realizacją. Tylko nielicznych stać na pełen rozmach...

Co najmniej 75% powszechnie dostępnego asortymentu (audio) z pewnością nadaje się do "przeróbki", jeśli nabywcy produktów dostrzegają wady obniżające komfort użytkowania. Czy każdy może dokonać zmian poprawiających brzmienie głośników, wzmacniaczy czy źródeł? - Nie sądzę! Jeśli nawet wiemy sporo o sprzęcie ale brak nam wystarczającego doświadczenia w pracach manualnych i wiedzy technicznej, nie powinniśmy podejmować ryzyka, którego skutkiem mogłoby być zniszczenie cennego urządzenia... Nie wystarczy zmienić jakiś tam tranzystor czy kondensator w układzie albowiem takie zmiany wymuszają ponowne uruchomienie układu za pomocą specjalistycznych przyrządów pomiarowych. Tych zapewne większość nie ma w posiadaniu i na dodatek - nie wszyscy potrafią je obsłużyć.

Pozytywny wymiar zmian (modyfikacji) sprzętu audio jest niemal natychmiast zauważalny. Choćby tylko z powodu przebudowy zasilacza stopnia końcowego we wzmacniaczu gdzie z kilku tysięcy mikrofaradów pojemności kondensatorów filtrujących i magazynujących energię - uzyskuje się dość przeciętną wydajność, która przekłada się na raczej kiepską dynamikę napięć wyjściowych (słabe odtwarzanie impulsów, basu itp.), a po dodaniu jeszcze kilkudziesięciu tysięcy - np. 20000uF - wzrośnie nie tylko to co było małe ale i wszystkie wynikające ze wzrostu pojemności parametry ulegną zdecydowanej poprawie. Sławny i modny ostatnio termin DAMPING FACTOR (współczynnik tłumienia) to stosunek rezystancji wyjściowej wzmacniacza do rezystancji obciążenia - głośników. Im wyższy jest ów "DF" tym jest lepiej. Nie będę tu wchodził w szczegóły... Ważne jest, że w następstwie opisanej wyżej modyfikacji wraz z dołożeniem dodatkowych tranzystorów wyjściowych - rośnie wydatnie DAMPING FACTOR. Należy tu jeszcze wspomnieć o wyraźnym spadku wszelkich zniekształceń ponieważ kluczowe elementy wzmacniacza nie będą więcej pracować w obszarze granicznych parametrów eksploatacji (dopuszczalnych wartości prądów i napięć) lecz w bezpiecznych zakresach zapasu...

Modyfikujmy więc nasz sprzęt, bo efekty tych zmian mogą czasem przerosnąć nasze skromne oczekiwania. Użyłem słowa "skromne" ponieważ większość z nas i tak nigdy nie usłyszy pozytywnych następstw poszerzenia pasma z zakresu 20Hz - 20kHz do zakresu 4Hz - 100kHz. Usłyszymy tylko czysty nad podziw dźwięk, energiczny rytm i potężny konturowy bas...

Ciąg dalszy nastąpi niebawem (mam nadzieję).